Król popu odszedł dzisiaj, koło 12 czasu USA. Może nie słuchacie takiej muzyki, ale jednak trzeba kolesiowi przyznać, że zawsze ruszał przemysł muzyczny do przodu. Nigdy więcej moonwalka, nigdy więcej “Billy Jean” na żywo… Może i muzyka bez przesłania, ale to była legenda. Szkoda.
-
26Jun
-
18Jun
…Jest Aktywny. Sesja. Przygnieciony jak mucha klapkiem siedzę i się uczę. No, może bez drastycznych opisów- próbuje się uczyć. Dwa egzaminy za mną, ale to nawet nie półmetek- jeszcze 4 zaległe kolosy (trzeba się było uczyć systematycznie!) i dwa następne egzaminy.
Cały tydzień z chemią organiczną może zniechęcić człowieka do wszystkiego i totalnie odrzucić od uroków świata z siłą wkurzonego dresa. Przymuszony terminami musiałem zaleźć jakiś efektywny sposób nauki. Nie umiem po prostu siąść przy biurku, wziąć ksiązki i zacząć ją czytać. Po kilku akapitach o cykloalkanach nawet dwie muchy pod sufitem wydają się ciekawsze niż następne zdanie … Potrzebowałem wspomagaczy. Plusssz Aktiv, Sesja- wszystko na nic. Co prawda spać sie nie chce, ale generalnie mało komu chce się spać o 13.
Musiałem wymyślić coś jeszcze. Spróbowałem uczyć się przy muzyce- ale znowu, jak cos leciało z głośników bardziej skupiałem się na tekście i znanej melodii niż na książce. I tu wpadłem na kolejny pomysł- posłuchać czegoś, co nie absorbuje. Muzyka klasyczna? Fajna, ale jednak nie do nauki. Śpiew ptaków? Po 30 sekundach ma się ochotę wziąć wiatrówkę i upolować takiego skowronka. No to może jakiś ambient?
To było to!
Problemem było, że z chilloutowej muzyki miałem na komputerze może ze dwa albumy- Hotel disk 2 Moby’ego i Cafe del Mar. No to może dorwać coś nowego? No ale ściąganie kilkunastu albumów, które mogą okazać się niewypałami jest mało rozsądne. Znalazłem coś lepszego. Radio internetowe! Cały czas leci coś innego i nowego, nie rozprasza, cudownie uspokaja i pomaga (przynajmniej mi) skupić się na książce. Padło na Radio Horyzont - naprawdę polecam. Przez ostatnie kilka dni w zasadzie tylko tego słucham. Absolutnie świetna “wymiatająca” muzyka. Naprawdę nie przypuszczałem, że chillout, nu-jazz i trip-hop potrafią być takie fajne. Zrobiłem sobie nawet małą składankę do samochodu
Odrzućcie Plusssze, Sesje, Gingko, fete i cała chemię! Słuchawki na uszy i lecimy do książek…
-
09Jun
Gąsiory, kolby, fermentatory, dymiony, beczki, a nawet kompletne destylatory i alembiki można w Polsce kupić bez żadnego problemu. Wyrób wina “na własne potrzeby” jest jak najbardziej dozwolony, więc jak jest popyt, to jest i podaż, więc akcesoriów winiarskich jest na rynku zatrzęsienie. Dzisiaj w zasadzie każdy może produkować alkohol- czy to piwo, czy wino. A wykorzystując wspominane destylatory i alembiki- również niezgorszy spirytus. Mocniejszy i czystszy lub słabszy i bardziej “zafuzlony”- to zależy od rodzaju aparatury, którą się kupi lub zrobi. Tylko przy wyrobie etanolu napotykamy pewnie- spory- problem. Prawo.
Wg. polskiego prawa wyrób wina i piwa- ok, ale etanolu- już nie. Do tego dochodzi magiczny zwrot “na własne potrzeby” w przypadku wina i piwa, co skutecznie ogranicza komercyjną działalność winnic i mikrobrowarów. A przecież mamy w Polsce potencjał! Wiele winnic mogło by powstać, wiele już istneje i naprawdę można by pchnąć coś w tym kierunku, bo wiem, ze produkty mają bardzo dobre.
W innych krajach UE (oczywiście nie wszystkich) jest prosto- produkujesz powiedzmy 100l wina, idziesz do sołtysa po banderole, badania zlecasz akredytowanemu laboratorium- i już. Naklejasz i sprzedajesz. Państwo się cieszy, bo ma dochody, winiarz się cieszy bo ma zysk, ludzie się cieszą, bo mogą się napić czegoś nowego. Nie u nas.
U nas musisz założyć działalność, zasadzić szczep z państwowej listy, postarać się o tonę pozwoleń, miliard akredytacji i dalej nie masz pewności, czy będziesz mógł swój wyrób sprzedać. Pewnie nie…
Wracając do etanolu- polak potrafi. Istnieją wielkie fora internetowe zrzeszające “gorzelników amatorów” (słowo “bimbrownik” jest wysoce obraźliwe!), którzy wymieniają się doświadczeniami i dążą do Absolutu. Z różnym skutkiem, ale znaczna cześć z nich przyznaje, że to co “psocą” sami jest wielokrotnie lepsze od monopolowego. Ci, którzy myślą, że jest to “śmierdzący bimber” nigdy dobrego “wypsotu” nie pili- smakuje lepiej, nie skutkuje kacem, a czuć i to serce weń włożone.
Rozumiem, że legalizacja domowej produkcji spirytusu niosłaby za sobą wzrost działalności tzw. melin, ale przecież to też można jakoś regulować! Regularne badania produktu, stosowne papierki (byle nie za dużo), może jakiś rozsądnie wysoki podatek- i po sprawie. Wszyscy będą zadowoleni, a tradycja gorzelnicza podtrzymana.
Wiem, że i bez stosownych regulacji prawnych ludzie będą dalej robić to co robią, ale czy nie byłoby przyjemniej, jakby wszystko to było legalne? Nie czułoby się oddechu państwa na ramieniu kapiąc kolejny litr do butelki
-
02Jun
Notkę powinienem zacząć od- wydawało by się fundamentalnego- pytania w tym temacie: Dlaczego ludzie słuchają muzyki? Odpowiedź zdecydowanej większości: dla rozrywki. Dla rozrywki, odprężenia, wyluzowania, umilenia czasu itp. No właśnie- a nie wydaje Wam się czasem, że są utwory, których tekst nie jest tylko dodatkiem do melodii, ale też niesie za sobą jakieś przesłanie? Jakiś temat do zastanowienia? Że muzyka też może mieć w sobie cos “głębszego”, oprócz głębokości dupy wokalistki?
Jasne, ciężko wymagać od ‘Umbrelli’ czy ‘Dragostea din tei’ jakiejś metafizyki, ale przecież nie samym popem człowiek żyje. Są przecież ambitne teksty choćby rapowe, nie zahaczajmy od razu o poezję śpiewaną. Są utwory, które trzeba najpierw zrozumieć, żeby się nimi cieszyć. Takie, które skłaniają do refleksji- żeby nie odchodzić od wspomnianego rapu za daleko- spójrzcie chociaż na Ostrego. W każdym kawałku usiłuje nam uzmysłowić coś innego, pokazać jakąś wizję świata razem z jego problemami.
Weźmy dancehall, reagge, raga- teksty Vavamuffinu sa przecież naszpikowane odniesieniami kulturowymi, gwarantuję, że większości nie wyłapiecie nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu. Nawet Jamal- dancehall skomercjonalizowany- ma kilka tekstów, które z płycizną mają tyle wspólnego co ja z anoreksją.
Rozumiem, że można słuchać muzyki BEZ zagłębiania się w tekst i nadmiernej interpretacji, ale jakiś minimalny wysiłek w słuchanie jednak należałoby włożyć. Albo przynajmniej nie chwalić się tym światu…
A potem widzę w opisie GG (o których juz z resztą kiedyś pisałem) tekst “jestem ładna i cfana”- dla niezorientowanych dodam, że “Ładna i cfana” to tytuł kawałka Mesajaha o… pustych laskach, które sprzedają się za hajs i samochód. Jeżeli chcecie posłuchać (warto!), to tutaj macie link. Książkowy przykład niezrozumienia piosenki- i dlaczego ludzie tak robią? Bo są głupi czy leniwi? Doprawdy, ciężko mi znaleźć odpowiedź na to pytanie…
Kilka pozycji na liście niżej widzę “I love you as pimp loves his bitches :* “- to już jest przegięcie- typ centralnie nie trafił z cytatem… I znowu- głupota, czy chęć pokazania jaka to “gangsterska” muzyka leci mu z głośnika? Pomijam tutaj oczywiście brak szacunku do kobiety, ale to tłumaczę nieznajomością ‘langłydżu’… To troche tak jakbym chwalił się kawałkiem tekstu w Suahili, albo Esperanto- pewnie, że można słuchać takiej muzyki, ale po jaki krzywy penis wrzucać w opis cytaty, których się zupełnie nie rozumie?
Artysta ma prawo, ba- wręcz obowiązek- wymagać od nas jakiejś mniejszej lub większej refleksji, czy woli zrozumienia przesłania utworu.
I dopiero taka- chociaż niewielka- interpretacja pozwala nam się utworem delektować i odkrywać jego wewnętrzne piękno
Tags: gg, Music, przesłanie, tekst
-
24May
Przychodzi czas w życiu młodego człowieka, że należy przestać jeździć samochodem “rodzinnym” (lub ściślej: rodzicielskim) i przesiąść się na coś własnego, choćby miał to być maluch czy polonez
Taki pierwszy ‘bump car’, samochód, który bez większej starty można rozbić (oby nie), poocierać, może nawet trochę nim poświrować, kupiony za swoje własnoręcznie zdobyte i zachomikowane pieniądze i tak dalej- słowem: własna fura.
Od początku kariery samochodowej jeździłem (jeżdżę nadal i chyba jeszcze trochę pojeżdżę) Yarisem. 1.3, 87KM, 2 poduszki i jedna kołdra powietrzna, samochód bardzo żwawy, zwinny, szybki- ale ma dwie zasadnicze wady: pali 8l/100 i jest samochodem, nie oszukujmy się- babskim.
Przyszła pora wybrać coś innego i zaczęło się przeglądanie ofert na Allegro, OtoMoto i forach- tutaj wielkie dzięki dla Cela, który nieustannie podsyłał mi (i podsyła nadal) różne fajne oferty. I tak zaczęło się od Alfy Romeo GTV- mój pomysł, który szybko zweryfikowała rzeczywistość, bo podobno się psują, poza tym są lekko za drogie, natomiast są w czołówce najładniejszych jeździdełek na świecie.
Potem chyba była Ibiza 1.9 TDi (chyba Majak je pierwszy znalazł na Allegro)- i znowu problemem była cena, bo ładne egzemplarze zaczynają się od 12 tysięcy, a to za taką furę jak dla mnie za dużo.
Ogólnie chciałbym coś z tym magicznym 1.9 TDi, bo dobry chip potrafi z tego silnika wycisnąć naprawdę duuużo koni, z tym że silnik musi być w miarę nie zakatowany…
Ostatnio powstał pomysł kupienia VW New Beetla- za trochę mniej jak 20 tysięcy można było wyrwać Beetla (też 1.9 90KM) w dobrym stanie, skórze i z klimą- ale jakbym się na to zdecydował, to stać mnie by było dopiero w przyszłym roku :/ A tyle oczywiście mógłbym poczekać, gdyby nie to, że nie chcę
No i wreszcie dzisiaj Celo podrzucił pomysł: Mini. W tym roku Mini 1.0 albo 1.3, w niezłym stanie ogólnym, do tego lakiernik itd, a w przyszłym roku przeróbka na małą rakietkę- silnik 1.8
Samochodziki są względnie tanie (ok 6 tysięcy), koszt robót blacharsko lakierniczych wyceniałbym na jakieś 1,5-2 tysiące -raczej bez malowania całości, jedynie poprawki i ewentualnie jakieś 2 stylowe paski przez środek. Potem jescze jakieś ładne koła- 2 tysiące, radio- 500zł, rejestracja i ubezpieczenie (na dziadka, coby OC nie okazało się droższe od samochodu- a dziadek z nowego Mini się pewnie ucieszy
) Natomiast nie mam pojęcia ile bym musiał dać za swap silnika- ale wiąże się z tym znowu blacharka, bo ten silnik do końca tam nie pasuje…
Ech, pewnie zanim nazbieram potrzebny hajs znajdzie się jeszcze kilka samochodów, które mi się spodobają, natomiast Mini wydaje się najbardziej prawdopodobny- bo jest najtańszy, najszybciej mogę go kupić (a jestem jednostką zdecydowanie niecierpliwą), a poza tym uwielbiam “Włoską robotę”
Drobny update: tak naprawdę, to zaczęło się chyba od Suzuki Vitary bez dachu
Tags: alfa romeo, ibiza, mini, samochód
-
21May
Cały Polski Internet w panice! Atak cyberterrorystów! Takie i podobne treści można przeczytać właśnie na blogach, Wykopie, Dzienniku Internautów i kilku innych miejscach. Cały Internet aż huczy- od kilku dobrych godzin nie działa Gadu-Gadu, zarówno sam komunikator jak i portal, a nawet podobno ich nowiuteńka sieć komórkowa GaduAir (swoją drogą cennik mają do… pupy). Gadu uznało, że jak padać to po całości, więc MojaGeneracja i Blip też poszły się schować i na razie nie wychodzą.
Gadu przyzwyczaiło nas do częstych awarii, chyba jednak nigdy nie były one tak długie. Awaria Blipa tez co poniektórych mogła dotknąć, bo Twitteromania doszła do nas właśnie w postacie “blipowania”, więc pewnie kilka jednostek w PL już się od tego uzależniło. Teraz pewnie płaczą w kąciku.
Popularność GG w Polsce wydaje mi się dziwna. Sieć ciągle pada, wyświetla masę reklam, ma mało użytecznych funkcji (vide buzzer czy opcja wspólnego rysowania w MSN), połączenia głosowe i video działają poniżej krytyki, do tego “nowe GG” muli system i po chamsku zrzyna z innych komunikatorów- i to jeszcze nieudolnie.
Na wspomnianą popularności wpływa chyba fakt, że było pierwszym darmowym komunikatorem do końca polskim… W 2000 roku w naszym Internecie nie było żadnej konkurencji, można więc było importować na nasz “rynek” masę różnych usług… No i od 2000 roku wszyscy używamy dziurawej, beznadziejnie zabezpieczonej (protokół GG można słuchać lepszymi snifferami, nie jest szyfrowany), padającej sieci.
A przecież jest choćby Jabber,
Google Talk(leci po Jabberze), Skype, czy MSN (mam i polecam). No i dlaczego by przez to nie gadać? Sporo ludzi tłumaczy się “Oj, ale tego nikt nie używa…” - i nieprawda, bo na przykład moja lista w MSNie ma całkiem sporo pozycji, a marzy mi się, że będzie dłuższa od tej z Gadu- znaczy przepraszam- Padu…Tags: awaria, gadu-gadu, gg, syfiasty komunikator
-
12May
Kilka dni temu pisałem o “przygodzie” z obudową kupioną w iComp.pl. Trochę czasu minęło, 2 tygodnie rozpatrywali reklamację (doprawdy muszą tam pracować inteligentni ludzie, 2 tygodnie analizować, czy przedni panel naprawdę jest ułamany…) i dopiero dzisiaj otrzymałem obudowę z powrotem. Miała być nowa, błyszcząca i w ogóle. Okazała się… taka sama.
Nauczony poprzednim doświadczeniem otworzyłem paczkę przy kurierze- jakież było moje zdziwienie, gdy dostrzegłem w środku znajomo popękany styropian, a pod nim luźno latający czarny przedni panel obudowy… Albo odesłali mi tą samą, albo cała partia była uwalona. Nie ma szans, żeby GLS identycznie oderwał przedni panel- chyba, że mają człowieka który siedzi ze śrubokrętem i łamie plastiki wg rysunków…
Spisałem z kurierem protokół szkody (dane wymazane)
i napisałem mejla do iCompu… Oczywiście, zaprzeczyli jakoby była to ta sama obudowa. No cóż, ja mam zdjęcia i widzę to, co widzę. Styropian złamany w tym samym miejscu, plastikowe piny też… Ale niech im będzie. Stracili na mnie już jakieś 60zł (3 przesyłki kurierskie na ich koszt), więc przynajmniej na mnie nie zarobią. Nie chciałem trzeci raz odsyłać obudowy i czekać na kolejna uwaloną, zdecydowałem się na zwrot kasy. Jeżeli nie dostanę jej wystarczająco szybko, będę nieprzyjemny…
Jeżeli chcecie kupić coś nowego do komputera stanowczo odradzam iComp. Najlepiej przejść się do najbliższego komputerowego i zobaczyć, czy na pewno przedni panel trzyma się reszty
-
10May
Tyle się najeżdża (dosłownie i w przenośni) na stan polskich dróg. Że dziurawe, krzywe, nietrwałe, wąskie i w ogóle do niczego. Rzeczywiście, jeżdżąc po mieście ma się dziwne wrażenie uczestniczenia w jakimś zbiorowym slalomie między łatami, dziurami i studzienkami bez przykrycia. Ale, kurczę, wystarczy kawałek wyjechać… i człowieka ogarnia absolutne zdziwienie.
Ostatnio wyjeżdżałem z Lublina w kierunku na Zamość- od obwodnicy Piask droga jest szeroka i równa, a asfalt nowy. To samo w kierunku Łęcznej- droga może nie najszersza, ale w sumie jednolita i całkiem niezła. Obu wymienionym przydałby się jeszcze tylko z jeden pas w każdą stronę…
Weźmy krajową siedemnastkę Lublin-Wawa- też ma już kilka fajnych kawałków, z obwodnicą Garwolina na czele. Cała 17-tka powinna wyglądać jak taka obwodnica, ale prace ku temu trwają i kto wie- może za kilka lat czas podróży do stolicy trochę nam się skróci?
No dobrze, ale w zasadzie dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że zobaczyłem to:

Droga federalna z Moskwy do Jakucka. Kurczę, jak u nich tak wygląda autostrada (i to ważna), to aż boje sie wyobrazić osiedlowe uliczki
Oczywiście żartuję, ale myślę, że jakbym ugrzązł w takim błotku wcale do śmiechu by mi nie było.Wszystkie fotki możecie zobaczyć pod tym linkiem:
http://englishrussia.com/?p=315
Czasem miło sobie uświadomić, że ktoś ma gorzej- to takie ludzkie. Współczując Rosjanom, mam przy okazji nadzieje, że nie czyta mnie żaden drogowiec- bo osiądą chłopaki na laurach i już nic się w temacie asfaltowych wstęg nie ruszy. A ja dalej chce jechać do Warszawy krócej niż 2,5h…
Tags: autostrada, polskie drogi, Rosja


